Skip to content

Slow życie

21 września, 2026 1 min czytania

Slow Notes #03: Mateusz Brela

Psycholog sportu i trener mentalny o wartościach jako kompasie, o tym, że odpoczynku trzeba się nauczyć, i dlaczego slow life nie znaczy wolne życie.

Miejska Fala Redakcja · Slow życie

Mateusz Brela jest psychologiem sportu i trenerem mentalnym. Rozmawiamy o tym, jak sprawdzić, czy żyjemy zgodnie z własnymi wartościami, dlaczego regeneracji trzeba się uczyć tak samo jak treningu, i co robić, gdy stres przejmuje kierownicę.

Kim jesteś i co daje Ci dziś najwięcej energii?

Mateusz: Jestem mężczyzną, mężem, tatą, synem, bratem i psychologiem sportu. Coraz bardziej jednak myślę o sobie przez pryzmat człowieka, a nie zawodowych ról.

Najwięcej energii daje mi życie zgodne z moimi wartościami – dbanie o zdrowie, wolność, odpowiedzialność i relacje.

Energię czerpię z natury, kontaktu z żywiołami – morzem, górami, lasem. Daje mi ją również ruch, trening, praca, którą naprawdę lubię, ale przede wszystkim moja rodzina.

Bardzo lubię też czas spędzany sam ze sobą, bo właśnie wtedy najłatwiej usłyszeć własne myśli.

Wiele osób żyje według oczekiwań otoczenia, często nawet tego nie zauważając. Jak sprawdzić, czy naprawdę żyjemy zgodnie z własnymi wartościami?

Mateusz: To jedno z najważniejszych pytań, jakie możemy sobie zadać.

W psychologii często mówimy o wartościach jako o życiowym kompasie. Problem polega na tym, że wielu z nas nigdy świadomie nie zastanowiło się, co jest dla nich naprawdę ważne. Zamiast tego realizujemy scenariusze, które przejęliśmy od rodziców, szkoły, środowiska czy mediów społecznościowych.

Dobrym początkiem jest stworzenie własnej listy wartości i zadanie sobie prostego pytania: „Czy sposób, w jaki spędzam swój czas, odzwierciedla to, co deklaruję jako ważne?”

Jeśli mówię, że najważniejsza jest dla mnie rodzina, ale nie mam dla niej czasu, to pojawia się przestrzeń do refleksji. Jeśli mówię, że cenię zdrowie, ale stale je odkładam na później, to również jest ważna informacja.

Jak resetujesz głowę po ciężkim dniu?

Mateusz: Najpierw staram się jak najwcześniej odłożyć telefon. Domykam najważniejsze sprawy, żeby nie zabierać ich ze sobą do domu. Kiedy czuję, że dzień jest zamknięty, łatwiej mi naprawdę odetchnąć.

Najlepszym resetem jest dla mnie czas z żoną, Kają, i naszym synkiem Brunem. Do tego trening, spacer, ruch na świeżym powietrzu albo chwila ciszy z kawą.

Coraz częściej odkrywam też, że odpoczynek nie zawsze oznacza robienie czegoś – czasami oznacza po prostu bycie.

Czego dziś ludzie mają za dużo, a czego za mało?

Mateusz: Mam wrażenie, że mamy za dużo ekranów, powiadomień, pośpiechu i ciągłego porównywania się do innych. Za dużo życia przeżywanego przez ekran telefonu, a za mało prawdziwego doświadczenia.

Jednocześnie mamy za mało ruchu, spacerów, kontaktu z naturą i rozmów twarzą w twarz. Za mało chwil, w których jesteśmy naprawdę obecni.

Paradoks naszych czasów polega na tym, że jesteśmy bardziej połączeni technologicznie niż kiedykolwiek wcześniej, a jednocześnie wielu ludzi czuje się bardziej samotnych niż kiedykolwiek.

Skąd bierze się poczucie, że ciągle powinniśmy robić więcej i dlaczego tak trudno naprawdę odpocząć?

Mateusz: Myślę, że w dużej mierze z presji społecznej. Żyjemy w kulturze produktywności, która często utożsamia wartość człowieka z jego osiągnięciami. Media społecznościowe dodatkowo wzmacniają przekaz, że ciągle powinniśmy być bardziej skuteczni, bardziej zajęci i bardziej wyjątkowi.

To jednak temat, który ma dwie strony. Z jednej strony właśnie dzięki przedsiębiorczości, ambicji i ciężkiej pracy rozwijają się firmy, społeczeństwa i całe kraje. Z drugiej strony łatwo zatracić w tym siebie i wejść w pracoholizm czy niezdrową pogoń za kolejnymi celami.

Odpoczynek jest dla mnie nawykiem. Jeśli przez lata uczymy się pracować po 10 godzin dziennie, to nie nauczymy się odpoczywać z dnia na dzień.

Tak samo jak trenujemy ciało, musimy trenować regenerację. A dla każdego będzie oznaczała coś innego. Dla jednych będzie to aktywność fizyczna, dla innych podróż, leżenie na plaży, spacer po lesie albo zwiedzanie nowego miejsca. Sztuka polega na tym, żeby znaleźć własny sposób.

Odpoczynek nie zawsze oznacza robienie czegoś. Czasami oznacza po prostu bycie.

Regenerację często traktujemy jak nagrodę za ciężką pracę, a nie coś, czego można się nauczyć. Od czego zacząć budowanie tego nawyku? Jaki jest pierwszy, najmniejszy krok dla osoby, która przez lata uczyła się głównie pracować?

Mateusz: Myślę, że największym błędem jest próba rewolucji. Jeśli ktoś przez lata funkcjonował w trybie ciągłego działania, to nagłe przejście do odpoczywania może być wręcz stresujące.

Dlatego zacząłbym od bardzo małego kroku. Na przykład od 15 minut dziennie bez telefonu, komputera, telewizora i innych bodźców.

Spacer, kawa na balkonie, siedzenie na ławce w parku – cokolwiek, co pozwala po prostu pobyć przez chwilę ze sobą.

Regeneracja nie zaczyna się od tygodniowego urlopu. Zaczyna się od codziennych, małych momentów, które pokazują naszemu układowi nerwowemu, że nie musi być cały czas w gotowości.

Co dziś oznacza dla Ciebie „slow life”?

Mateusz: Dla mnie slow life nie oznacza wolnego życia. Oznacza życie na własnych zasadach.

To życie zgodne z wartościami, a nie oczekiwaniami innych ludzi. To umiejętność planowania w taki sposób, żeby nie być niewolnikiem własnego kalendarza. To poczucie, że wiem, dokąd zmierzam, więc nie muszę bez przerwy przyspieszać.

Slow life to dla mnie wolność, spokój i świadome wybory.

Ale nie oznacza całkowitego braku stresu czy presji. Wręcz przeciwnie – wierzę, że do rozwoju potrzebujemy wyzwań. Chodzi o to, żeby stres był naszym sprzymierzeńcem, a nie kierowcą naszego życia.

Stres potrafi napędzać do działania, ale łatwo oddać mu kierownicę. Co pomaga Ci odzyskać kontrolę, gdy zaczyna przejmować stery? Są jakieś techniki lub nawyki, które poleciłbyś innym?

Mateusz: Pierwszą rzeczą jest dla mnie odzyskanie poczucia sprawczości. Kiedy mam dużo na głowie, siadam i spisuję wszystko na kartce. Tworzę prostą checklistę i skupiam się wyłącznie na najbliższym kroku.

Bardzo często sam akt zapisania spraw powoduje, że poziom napięcia spada. Dlatego regularnie już od ponad pięciu lat piszę dziennik, w którym co tydzień podsumowuję różne sfery mojego życia i spotykam się ze sobą.

Drugą rzeczą jest ruch. Trening, spacer czy nawet kilka minut aktywności fizycznej pomagają rozładować napięcie, które stres zostawia w ciele.

A jeśli potrzebuję szybkiego narzędzia, korzystam z oddechu pudełkowego (box breathing) albo techniki 5–4–3–2–1, która polega na świadomym skupieniu uwagi na tym, co widzimy, słyszymy i czujemy tu i teraz.

To proste sposoby na powrót do chwili obecnej i odzyskanie kontaktu z rzeczywistością, kiedy głowa zaczyna wybiegać za daleko w przyszłość.

Quick Wave

Ulubiona płyta lub utwór?
Bohemian Rhapsody, jeśli płyta. Często wracam też do muzyki Gibbsa.
Miejsce na reset?
W Polsce: Gdynia i Jurgów. Za granicą: USA, Grecja i Hiszpania.
Sport czy sztuka?
Sport.
Zachód czy wschód słońca?
Wschód.
Miasto czy natura?
Natura.

Dodaj komentarz

Czytaj dalej

Slow życie 21.09.2026

Slow Notes #01: Alex

Trenerka personalna i bokserka o tym, że mamy za dużo wolności i za mało pewności siebie, o dyscyplinie silniejszej od motywacji i o poranku bez pogoni.

Slow życie 21.09.2026

Slow Notes #02: Bartek

Trener MMA i mistrz Polski o pokorze, o tym, co naprawdę zatrzymuje ludzi przed pierwszym krokiem, i o radzie, która działa tak samo na macie i poza nią.

Dołącz do Slow City Collective

Twórz z nami Miejską Falę. Zostaw swój e-mail, a damy Ci znać o nowych dropach, planach i tym, co dzieje się w naszej ekipie. Sea you soon 🌊

Dziękujemy!

Zapisując się, akceptujesz nasz regulamin. Możesz wypisać się w każdej chwili.